Dlaczego ludzie zbierają monety

Jest to temat dla numizmatyka i dla psychologa i w jakiejś mierze bliski kolekcjonerom różnych dziedzin. Spróbuje przedstawić motywy i okoliczności, które skłaniają ludzi do zbierania monet. Na wstępie wypada chyba, zastanowić się chwile nad pochodzeniem słowa "moneta". W dostępnych mi encyklopediach, leksykonach numizmatycznych, katalogach monet i słownikach różnych dziedzin odpowiedzi na to pytanie nie znalazłem. Właściwą drogę wskazał mi mój brat docent Politechniki Gdańskiej: "Monety" trzeba szukać pod imieniem Junony.
I rzeczywiście. Nazwa "moneta" wywodzi się od bogini rzymskiej Junony (gr. Hery), która posiadała przydomek "Moneta" - "Ostrzegająca" (przed niebezpieczeństwem). Na Kapitolu, w świątyni Junony, znajdowała się mennica państwowa; mennica i ośrodek kultu bogini.
A więc, dlaczego ludzie zbierają monety? Przez zainteresowanie obudzone pokazaniem starej monety i przez krótką bodaj o niej opowieść. "Ten monarcha widoczny na monecie to ten sam, któremu książę pruski składał hołd na rynku krakowskim. Pamiętasz ten obraz Matejki?..
W niektórych przypadkach istotne znaczenie przypada "wędrówkom po antykwariatach". Dawnymi czasy, w Warszawie, ulicą Świętokrzyską - dzisiaj wszędzie tam gdzie można napotkać pamiątki przeszłości, zwykle porcelanę, srebra, obrazy, książki i właśnie monety. Szczególne wrażenie robi "talerz pełen monet", zwłaszcza na niedoświadczonym kolekcjonerze, który spogląda na monety jak na skarb wyśniony. Pamiętam dobrze moje podobne przeżycia, gdy dawno temu Ojciec zaprowadził mnie na Świętokrzyską, miałem wtedy 13 lat, i kupił dla mnie kilka monet z takiego "skarbu". Monety w kopertach lub wyłożone w oszklonych gablotach czy też przechowywane w szufladkach - nie robią takiego wrażenia.

Jeżeli młody człowiek poczuje się w jakiejś mierze zbieraczem monet, co może się zdarzyć nawet wtedy, gdy zna tych monet bardzo niewiele, zwykle nie kwapi się do sklepów antykwarycznych gdzie jest prawie wszystko, ale wszystko jest bardzo drogie i jakby trochę wyniosłe wobec młodych ludzi. Żeby zbierać monety trzeba przecież mieć pieniądze, a nadto miło jest szukać czegoś na własną rękę.
Na przykład odwiedzając czasem zegarmistrzów lub pracownie gdzie naprawia się różne stare przedmioty, a niekiedy zaglądając np. na pocztę, jak to mi się kiedyś zdarzyło w jednym dużym mieście; kilka moich monet stamtąd właśnie pochodzi. Kolekcjonerzy łączą czasem nadzieje z odwiedzinami plebanii i starych dzwonnic marząc o możliwości przejrzenia zasobów strychów. Są to pragnienia i fantazje zazwyczaj ludzi bardzo młodych, ale przecież zrozumiałe. Każdy kolekcjoner tęskni do zdobycia skarbu, bodaj małego, ale odnalezionego własnym przemysłem.
Tak kiedyś pisałem o starym dworku:
Dworek przytulny z oknami przysłoniętymi delikatna zielenią, w którym rano
Pije się gorącą kawę ze śmietanką.
Dworek, którego góra, jak wówczas mawiano, Nie została nigdy przeniknięta do końca
I zawsze pozostaje ukryta przed okiem zagadka: - A może to mieszek mundurowy kuriera i dawne 63 roku rozkazy...
- A może monety pamiętające 63 i 31 rok...
Jeżeli początkujący zbieracz szuka katalogów numizmatycznych to tym samym daje wyraz pogłębieniu swojej potrzeby rozumienia znaczenia napisów, wizerunków i znaków menniczych widocznych na monetach. Pierwsze kroki mogą być trudne, ale też i pierwsze osiągnięcia przynoszą satysfakcje. "Znam się już trochę na monetach". To myśl bardzo młodego człowieka, który może w przyszłości zostać numizmatykiem.
Poszukiwanie. Poszukiwanie jest nie mniej ważne od posiadania. "W tej małej pracowni, w której naprawia się brązy i skleja porcelanę są może monety..."

Wiele lat temu oglądając to i owo na giełdzie staroci wypatrzyłem wśród "drobnych przedmiotów z metalu" łyżeczkę z wyraźnym napisem: "Ziemiańska". To maleńkie odkrycie było mi szczególnie miłe ze względu na sentyment do Warszawy, choć w dawnej Ziemiańskiej nigdy nie byłem ("Kawaler tu kogoś szuka?").
Z biegiem czasu potrzeba zbieractwa jest coraz głębsza i bywa coraz silniej związana z poszukiwaniem piśmiennictwa. Monety nie muszą już za każdym razem być skrupulatnie analizowane (choć to zawsze jest wskazane), ale staja się znajome: widzisz na wystawie lub ktoś ci pokazuje np. szóstaka koronnego Jana III Sobieskiego lub trójaka krakowskiego Zygmunta III czy grosz miedziany Stanisława Augusta - i wiesz od razu, że to są właśnie takie monety, "to są twoi znajomi". Powoli budzi się potrzeba, aby nie tyle mieć monet jak najwięcej, lecz żeby wśród nich były monety rzadkie, czy raczej "dość rzadkie".
Posiadanie kilku monet dość rzadkich właśnie staje się nowym motywem pobudzającym do dalszych poszukiwań. Kształtuje się pewne zaufanie do siebie jako zbieracza i zwykle pogłębia się potrzeba stykania się z numizmatykami. Otwiera się bogaty świat do tej pory poznawany tylko powierzchownie. Te kontakty z doświadczonymi numizmatykami są bardzo cenne. Kształtuje się nowa motywacja zbierania monet. Chciałoby się należeć do tego szczególnego środowiska, które nie tylko skupia doświadczonych i młodych numizmatyków, ale organizuje posiedzenia naukowe, zjazdy i konferencje, wydaje pisma dla kolekcjonerów i dla numizmatyków-naukowców, wśród naukowców bywają i tacy, którzy gromadzą pewne monety będące przedmiotem ich badań. Dominuje tu więc motyw dociekań naukowych i np. potrzeba weryfikacji wcześniejszych domniemań.
Numizmatyk-kolekcjoner troskliwie dba o swój zbiór, o gromadzone książki i pisma i zarazem potrafi cieszyć się tym wszystkim i dzielić to poczucie satysfakcji z pojedynczymi osobami. Z innym numizmatykiem, życzliwym i doświadczonym, ale nie z osobą, która nic nie wie o monetach i pyta np.: "A to w tej szafce przechowujesz swoje pieniążki?" Są też takie osoby, które napełniają numizmatyka niechęcią z innych powodów, np. zwracając się z pytaniami w rodzaju: "A masz takie duże monety, a złote też masz, a która moneta jest najstarsza, a najdroższa?.."
Ludzie zbierają monety i z tego względu, że posiadanie monet w pięknym stanie i dość rzadkich przynosi satysfakcje znana dobrze kolekcjonerom różnych dziedzin. Daje to poczucie pewnego znaczenia, ale rzadko przeliczanego na obiegowe złotówki; to ma znaczenie drugorzędne.

Że osiągnięcie dużego zbioru właściwie nie jest możliwe numizmatyk niejednokrotnie skupia uwagę (i to jest kolejny motyw) na poszukiwaniu monet, które uzupełniają częściowo pewne ich zespoły, jakby serie, np. dąży do zgromadzenia groszy koronnych Zygmunta I (w granicach możliwości, lub uzupełnia posiadane trojaki ryskie Zygmunta III względnie - szóstaki koronne Jana Kazimierza, no może nie wszystkie szóstaki, ale pochodzące z mennic Boratiniego i to z określonego okresu.

Takie postępowanie daje poczucie racjonalnego uzupełniania zbioru, który zaczyna składać się nie tylko z monet pojedynczych, ale także z pewnych całości. Zarazem młody jeszcze zbieracz coraz większą wagę przywiązuje do prowadzenia spisu swoich monet, w miarę możności ilustrowanego (odbitki kserograficzne).
Człowiek związany z numizmatyka z satysfakcją spostrzega, że monety można spotkać w wielu dziedzinach życia. Monety wiążą się przede wszystkim z archeologią i historią, ale także ze sztuką. Ze sztuką nie tylko dlatego, że niektóre monety noszą cechy dzieł sztuki, zwłaszcza zaś talary medalowe, donatywy, monety projektowane przez znakomitych medalierów - ale także dlatego, że pojawiają się na obrazach z różnych epok stanowiąc istotny element ukazywanej sceny, jak to bywa na obrazach mistrzów holenderskich, hiszpańskich, niemieckich.
Najbliższe jednak związki łączą numizmatykę z historią (pamiętając zawsze o pierwszeństwie archeologii) i skłaniają do jej studiowania. Spostrzegamy np. że na niektórych monetach Zygmunta III i Jana Kazimierza napis głosi, ze król jest "z bożej łaski królem polskim i szwedzkim". To skłania do zastanowienia. Początkujący kolekcjoner monet, początkujący, ale o zacięciu numizmatyka-badacza, zadaje sobie pytanie, jaka jest geneza tak brzmiącego tytułu króla polskiego. Nie trudno dociec, że Zygmunt III i Jan Kazimierz byli tytularnymi królami Szwecji i usilnie podkreślali swoje prawa do tronu szwedzkiego. Zygmunt III dążył do odzyskania korony szwedzkiej, którą posiadał przez kilka lat, wciągając Polskę w długotrwałe wojny ze Szwecja. Można też napotkać monety Zygmunta III bite dla Szwecji, rzadkie, przeważnie o wartości od pół ore do czterech, nadto półtalary i talary.

Utrata dziedzictwa korony szwedzkiej stała się ostatecznie powodem długotrwałych wojen polsko-szwedzkich, a w 1655 roku doszło do najazdu na Polskę ("potop"). Karol Gustaw, który upatrywał w wojnie z Polska drogę do wzmocnienia pozycji Szwecji, traktował tereny zajęte, jako przynależne do Szwecji i wybijał szwedzkie monety dla Torunia i zwłaszcza dla Elbląga. Monety te zwykle określane są, jako "monety okupacji szwedzkiej", bo to była okupacja; w podbitej części Polski nakładano kontrybucje, srożyły się rekwizycje i egzekucje. Karol Gustaw nie dotrzymał obietnicy poszanowania szlachcie praw i przywilejów, aż w 1656 roku doszło do bitwy warszawskiej, która przyczyniła się, choć nie bezpośrednio, do poprawy sytuacji militarnej Polski.
Pomnik dla uczczenia obrońców Warszawy poległych w 1656 roku w walce ze Szwedami został, wzniesiony na Kępie Godawskiej i istnieje do dzisiaj.

Prawie każda moneta uważnie czytana może skłonić do szukania odpowiedzi na różne pytania i studiowania historii.
Z biegiem czasu motywy, jakie skłaniają kolekcjonera do starań o poszerzenie zbioru, łączą się z na tyle dobrą znajomością swoich monet, że są one rozpoznawane jednym rzutem oka, numizmatyk zna je jakby "po imieniu".
Podtrzymywanie zbieractwa ma m.in. za przyczynę bliskie znajomości z innymi numizmatykarni. Jest taki sklep w Łodzi i taki w Warszawie gdzie panuje atmosfera jakby klubu kolekcjonerów, numizmatyków zbieraczy i numizmatyków o zacięciu naukowym; wszyscy się znają, gościnność gospodarzy jest wszystkim miła. Stolik, dobre światło, znakomita herbata (głównie w Łodzi) lub pachnąca, dobrze zaparzona kawa (głównie w Warszawie). Taka atmosfera jest nie mniej ważna od pozyskiwania nowych monet.